Ebi Smolarek: Teraz przyszedł czas na rodzinę

Prawie co drugi mecz strzelał bramki dla reprezentacji. Portugalczyków położył na kolana podczas eliminacji do mistrzostw Europy 2008, kiedy zdobył dwa piękne gole. Były także bramki z główki, przewrotki, woleja i pięty. Ebi Smolarek ponad rok temu powiesił buty na kołek. I już nie wróci do piłki. Jak mówi – teraz przyszedł czas na rodzinę.

Był 11 października 2006 roku. Polska na Stadionie Śląskim w Chorzowie zagrała eliminacyjny mecz z Portugalią. Goście z Cristiano Ronaldo, Nuno Valente, Deco czy Tiago przyjechali w roli faworyta. Przed tym spotkaniem wszystkie czołowe gazety w Europie przypominały o zwycięskim golu Włodzimierza Smolarka z Portugalią podczas mistrzostw świata w 1986 roku w Meksyku.

– Bardzo zależało nam na zwycięstwie. Ciążyła na mnie presja, ponieważ nie do końca pozytywnie oceniano mnie w mediach. Strzeliłem dwie zwycięskie bramki, jednak nigdy nie poczułem się bohaterem – wspomina skromnie Ebi Smolarek.

Dla reprezentanta Polski licznik w meczach kadry zatrzymał się na 47 z liczbą 20 bramek. I niestety, ale ten dorobek nie zostanie w żaden sposób powiększony, Ebi ponad rok temu powiesił buty na kołek. W mediach informowano o jego powrocie na boisko, jednak jak sam zaznacza – to już naprawdę koniec.

- Definitywnie zakończyłem karierę. Teraz przyszedł czas na rodzinę. Grając w piłkę najbliższym nie mogłem poświęcić zbyt wiele czasu. Teraz codziennie zawożę syna do szkoły, później go odbieram. Ma już pięć lat i być może zapiszę go do drużyny piłkarskiej Feyenoordu. Jest lewonożny jak dziadek – zaznacza.

Rok temu Ebi został po raz drugi ojcem. – Zawsze podkreślałem, że moich dzieci nigdy nie będę zmuszał do uprawiania sportu. Jeśli pójdą w rodzinne ślady, na pewno się ucieszę.

W Holandii znacznie trudniej niż w Polsce zostać trenerem. To jeden z pomysłów Ebiego na przyszłość. Chciałby iść w ślady swojego ojca, który po zakończeniu kariery nie rozstał się z piłką nożną.

- Zapisałem się na kurs trenerski. W Holandii wiele osób chce szkolić dzieci i młodzież. Kurs nie trwa trzy miesiące, a znacznie dłużej. Mam taki przywilej, że wiele spotkań rozegrałem w lidze holenderskiej, jestem także byłym reprezentantem Polski. Liczę, że zostanę przyjęty – opowiada.

Dla Ebiego drugi dom rodzinny jest w Aleksandrowie. Tutaj lubi przyjeżdżać choćby na kotlety babci Jadwigi.

- Urodziłem się w Łodzi, a w Aleksandrowie na początku wychowywałem. Co najmniej raz w miesiącu przyjeżdżam tutaj z mamą. Często mnie pytają, czy nie chciałbym zamieszkać w Polsce. Ja zawsze odpowiadam, że tego nie wiem. Przyszłość pokaże – nie wykluczam, że kiedyś być może przyjdzie mi zamieszkać w Aleksandrowie – zaznacza.

Ebi przynajmniej raz w roku gra na murawie stadionu imienia własnego ojca. Swój debiutancki występ zaliczył podczas otwarcia nowego obiektu w 2013 roku grając w zespole Przyjaciół Włodzimierza Smolarka. Rok później wspomógł mecz Biznesowej Ligi Pomocy, a w tym roku zasilił drużynę Aleksandrowskich Samorządowców. W spotkaniu z Łódzkimi Dziennikarzami strzelił dwie bramki.

- Chętnie biorę udział w takich meczach. Miło było zagrać z wami w drużynie, liczy się przede wszystkim dobra zabawa. Jeśli za rok będziecie potrzebować wzmocnień to też przyjadę – zapewnia.

Smolarek jest przykładem dla wielu młodych piłkarzy. Ciężką pracą, charyzmą i talentem odziedziczonym po ojcu spełnił marzenia z dzieciństwa. Miał przyjemność grać na największych stadionach świata. Strzelać bramki przy wielu tysiącach kibiców. Jednak kariera piłkarza zazwyczaj zaczyna kończyć się po trzydziestce. W pamięci pozostaje historia i piękne chwile, których nikt mu nigdy nie zabierze.

(fot. Łukasz Grajczyk)


Pytania, uwagi, sugestie?

Czekamy na kontakt!